W dniach 25-27 lipca 2025 roku, malownicza, a zarazem wymagająca prowincja Teruel w Hiszpanii stała się areną 41. edycji legendarnego Baja Aragón. To jeden z najpopularniejszych hiszpańskich rajdów, stanowiący kluczowy punkt Pucharu Świata FIM Baja World Cup. Wydarzenie to co roku przyciąga prawdziwą plejadę gwiazd off-roadu z całego globu.
Ponad 300 załóg z najdalszych zakątków świata – od Europy, przez Japonię i Australię, aż po Liban i Arabię Saudyjską – stawiło się na starcie, by zmierzyć się z hiszpańską pustynią. Tylko w klasie motocykli rywalizowało ponad 90 śmiałków!
„To niesamowite, ilu zawodników i zawodniczek pojawiło się w Teruel. Widać wyraźnie, jak mocno rajdy baja i cały off-road jest tutaj popularny. Powinniśmy z nich brać przykład” – mówi Joanna Modrzewska, polska zawodniczka, która w Baja Aragón wywalczyła sobie miejsce na podium w swojej klasie. Podkreśla również rosnącą siłę kobiecego off-roadu: „Ogromne wrażenie zrobiła na mnie również frekwencja kobiet – startujących we wszystkich klasach, od motocykli, przez SSV po samochody. Z roku na rok widzimy coraz więcej kobiet, które nie tylko startują, ale konkurują na równi z mężczyznami. To bardzo budujące i dodające motywacji.”
Trzy dni piekielnej walki i nieziemskich widoków
Baja Aragón to prawdziwy test wytrzymałości i umiejętności. Rajd rozłożony jest na trzy dni: piątek to czas na odbiory administracyjne i techniczne oraz emocjonujący prolog – krótki odcinek specjalny, który ustala kolejność startu. Kolejne dwa dni to już pełnowymiarowe etapy, setki kilometrów piekielnie trudnych tras o zróżnicowanej nawierzchni.
W tegorocznej edycji zawodnicy mieli do pokonania blisko 900 km, z czego niemal 500 km stanowiły odcinki specjalne. Trasa wiodła przez malownicze, lecz zdradliwe tereny prowincji Teruel – od górskich zakamarków Sierra de Albarracín, przez doliny, aż po rozgrzane słońcem, płaskie równiny regionu Jiloca. Ekstremalne warunki, takie jak upał, wszechobecny kurz, śliskie nawierzchnie i luźne kamienie, sprawiły, że rajd był prawdziwym wyzwaniem.












„Szachy czy rajd? Czasem sama się zastanawiam!”
„Trzy dni jazdy w upale, w kurzu i na wyjątkowo śliskiej, kamienistej nawierzchni – momentami jazda przypominała walkę o przyczepność na kulkach od łożysk. Były fragmenty, gdzie udało mi się złapać fajny rytm i naprawdę czułam radość z jazdy, ale były też odcinki, na których walczyłam sama ze sobą i zastanawiałam się, czy nie powinnam się przerzucić na szachy” – śmieje się Joanna Modrzewska, opisując trudności. „Ale właśnie takie dni uczą najwięcej. To był świetny trening i dobre przygotowanie do kolejnych startów.”
Mimo ekstremalnych warunków i nie zawsze idealnego tempa, polska zawodniczka zrealizowała swój plan minimum. Z hiszpańskiego startu wywozi nie tylko solidne punkty do klasyfikacji generalnej, ale przede wszystkim bezcenne doświadczenie i potężny zastrzyk motywacji.
„To nie był mój wymarzony występ pod kątem tempa, ale założony plan minimum został wykonany. I co najważniejsze – wynoszę z tego rajdu mnóstwo cennych doświadczeń” – podsumowuje Joanna. „Dodatkowym zastrzykiem energii byli kibice – nawet w środku pustkowia przy trasie pojawiali się fani, machający i dopingujący nas z ogromnym zaangażowaniem. Atmosfera była wyjątkowa.”


