Dopiero ostatnia, 12. runda Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski przyniosła rozstrzygnięcie klasyfikacji sezonu w klasyfikacji generalnej. Trzecie miejsce już w sobotę zapewnił sobie Bartłomiej Madziara (Lamborghini Huracan ST Evo 2), a kibice czekali na pojedynek dwóch Sebastianów: Steca (Ford Fiesta) i Matuszewskiego (Lotus Exige). Stawką wyścigu było Mistrzostwo Polski w klasyfikacji generalnej. Jednak prognozowane warunki na trasie nie dawały praktycznie żadnych szans na dobry wynik Matuszewskiego w starciu z rywalami dysponującymi samochodami z napędem na cztery koła. Ryzyko było zbyt duże i kierowca z Wybrzeża podjął decyzję o rezygnacji ze startu, zadowalając się Wicemistrzostwem Polski.
Do stałego grona startujących w wyścigach górskich pań dołączyła debiutantka, Klaudia Jania, której auto udostępnił ojciec Janusz – już wcześniej zapewnił sobie tytuł mistrzowski w swojej klasie.
Na trasie Szczawne–Kulaszne (gmina Komańcza), gdzie odbywał się ostatni w sezonie wyścig górski organizowany przez Automobilklub Krośnieński, od rana siąpił deszcz. Mimo trudnych warunków – śliskiej nawierzchni – poranne podjazdy treningowe przebiegły bez szczególnych problemów, jeśli nie liczyć niegroźnego kontaktu z barierą w wykonaniu BMW Jana Mikosza i potrącenia szykany przez Krystiana Kubatę (Renault Megane RS). Szykanę ustawiono ze względów bezpieczeństwa pod koniec liczącej 2520 metrów trasy.
Pod nieobecność Sebastiana Matuszewskiego w pierwszym podjeździe treningowym najszybciej pojechał lider cyklu, Sebastian Stec, wyprzedzając Macieja Kornasia (Toyota Yaris) i Roberta Sługockiego (Mitsubishi Lancer). W drugim podjeździe treningowym, kiedy trasa nieco przeschła, najszybszy okazał się Kornaś, za nim uplasował się Sługocki, a trzeci był oszczędzający auto przed spodziewaną ostateczną rozgrywką (do której ostatecznie nie doszło) Stec. Cała trójka zmieściła się w 0,6 sekundy.

W pierwszym podjeździe wyścigowym, na podsychającej nawierzchni, znów najszybciej pojechał Stec, który mimo śliskiej trasy i już zagwarantowanego tytułu Mistrza Polski osiągnął średnią prędkość 119 km/h, wyprzedzając o zaledwie 0,4 sekundy Roberta Sługockiego (Mitsubishi Lancer) i Macieja Kornasia.
Drugi podjazd wyścigowy pokazał, jakie emocje towarzyszyły zawodnikom. Aż pięć razy pokazywano czerwoną flagę po uderzeniach aut w szykanę. Część kierowców, którzy byli już na trasie, musiała powtarzać swój przejazd. Stec nie odpuścił i zameldował się ze znakomitym czasem 1:13,522, bijąc swój sobotni rekord trasy! Na drugim miejscu sklasyfikowano Sebastiana Madziarę, a na najniższym stopniu podium rundy stanął Maciej Kornaś. Pierwszą piątkę uzupełnili jadący Mitsubishi Lancerami Roman Baran i Piotr Ozga.
Wśród kierowców aut klasyfikowanych w Kategorii Narodowej najszybszy znów okazał się Teodor Kocur (Speedcar Wonder), przed Tomaszem Bargielem (Toyota Yaris) i Cezarym Turkiem (Renault Megane).
W kategorii historycznej w Bieszczadach wystartowali m.in. dwaj utytułowani kierowcy: Jan „Naczelnik” Kościuszko (BMW 2002), który po latach powrócił do ścigania w górach, oraz Marian Czapka, od lat koncentrujący się na startach w zawodach międzynarodowych. Obu, podczas ceremonii wręczania nagród, nagrodzono szczególnie gorącymi oklaskami. W niedzielnej odsłonie rywalizacji aut wyprodukowanych przed 2000 r. najszybsi okazali się: Arkadiusz Borczyk (Honda Civic VTi), wyprzedzając Adama Garbacza (Honda Civic EK4 Rallye) i Rafała Smykę (Renault Clio).
Zakończony sezon wyścigowy 2025 był udany. Powoli zwiększa się liczba startujących zawodników, a zmagania kierowców przyciągają coraz większą rzeszę kibiców. Teraz przed wszystkimi oczekiwanie na kalendarz sezonu 2026, dalsze korekty regulaminów i pierwsze wiosenne starty w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski.


