Pustynia w Jordanii nie przypomina żadnego miejsca, w którym wcześniej się ścigałam. Krajobraz momentami wygląda jak inna planeta, ogromne formacje skalne, otwarta przestrzeń i trasy prowadzące przez teren, który nie wybacza błędów.
Druga runda Pucharu Świata FIM Baja – Jordan Baja – była dla mnie startem zupełnie innym niż dotychczasowe. Nowe miejsce, nowe warunki i pierwszy start na nowym motocyklu Triumph TF 450 E.
Po zakończeniu sezonu pod koniec listopada 2025 kontener z motocyklami pozostał w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kalendarz nowego sezonu pojawił się stosunkowo późno, jednak wspólnie z ekipą Njoy zapadła decyzja – zaczynamy od rundy w Arabii Saudyjskiej, a następnie ruszamy do Jordanii.
Jordania od kilku lat znajdowała się na liście moich małych sportowych marzeń. Nie tylko ze względu na start, ale również miejsca, które od dawna chciałam zobaczyć. Petra – jeden z siedmiu cudów świata – oraz pustynia Wadi Rum, uznawana za jedną z najpiękniejszych na świecie, tworzą unikalne tło dla sportowej rywalizacji.
Saudi Baja było więc otwarciem sezonu i momentem wdrożenia się w starty. Zima w Polsce w tym roku nie odpuszcza, minusowe temperatury i zalegający śnieg sprawiły, że treningi motocyklowe były praktycznie niemożliwe. Rajd pozwolił złapać rytm i wejść w sezon. Prawdziwy test miał jednak dopiero nadejść.



Ten start był w pewnym sensie początkiem nowego etapu.
Przygotowania do zawodów były równie intensywne jak sam rajd. Mój nowy motocykl musiał zostać przetransportowany z Polski drogą lotniczą, a czas na organizację całej operacji był bardzo ograniczony. Transport, formalności, przygotowanie sprzętu, montaż wieży nawigacyjnej (dzięki Carbon Fox) i dopięcie szczegółów logistycznych trwały praktycznie do ostatnich chwil przed odbiorami technicznymi. Kiedy wszystko było gotowe, można było skupić się już wyłącznie na jeździe.
Wadi Rum okazało się jeszcze bardziej imponujące, niż się spodziewałam, ogromna przestrzeń, pomarańczowy piach wijący się pomiędzy monumentalnymi formacjami skalnymi, cisza i pustynia ciągnąca się aż po horyzont.
Rywalizacja rozpoczęła się od nietypowego prologu. Zamiast krótkiego, szybkiego, oznaczonego odcinka pojawiła się techniczna i mocno nawigacyjna trasa wymagająca skupienia i pełnej koncentracji. Liczne zmiany kierunku, zdradliwe podłoże i konieczność precyzyjnej pracy z roadbookiem od pierwszych kilometrów skutecznie wprowadziły wszystkich w rajdowy rytm.
W ciągu trzech dni pokonaliśmy blisko 800 kilometrów, z czego około 450 kilometrów stanowiły odcinki specjalne. Monumentalne góry, sekcje typowo enduro, szybkie pustynne partie „flat out” oraz kamienne, wyschnięte potoki wadi tworzyły niezwykle zróżnicowaną i wymagającą trasę.
Teren był zmienny i nieprzewidywalny, a nawigacja podstępna. Kurz momentami ograniczał widoczność do minimum, a każda chwila zawahania mogła kosztować cenne sekundy i brak jego ukończenia.
To jeden z tych rajdów, w których tempo jest ważne, ale jeszcze ważniejsza okazuje się konsekwencja.
Jordan Baja była również pierwszym prawdziwym sprawdzianem dla Triumph TF 450 E w warunkach rajdowych. Muszę przyznać, żę bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Motocykl od początku dawał dużą przewidywalność prowadzenia. Silnik pracuje bardzo liniowo, dzięki czemu łatwo kontrolować trakcję na luźnym podłożu, a seryjne zawieszenie dobrze radziło sobie zarówno przy wysokich prędkościach, jak i w bardziej technicznych fragmentach trasy. Z każdym kolejnym dniem rosło zaufanie do sprzętu, co pozwalało jechać mi coraz swobodniej.
Rajd ukończyłam na 1. miejscu w klasyfikacji kobiet, 3. miejscu w kategorii weteranów oraz 12. miejscu w klasyfikacji generalnej. Biorąc pod uwagę krótki czas przygotowań i fakt, że był to nasz pierwszy wspólny start, był to przede wszystkim solidny krok na początek sezonu.



To nie tylko ważne punkty do klasyfikacji Pucharu Świata, ale również udane otwarcie współpracy z nową marką. Dziękuję za zaufanie Triumph Polska
„To dopiero początek i jestem mega podekscytowana tym, co jeszcze przed nami!”
Joanna Modrzewska


