– Na ten moment skupiamy się na Warszawie i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby puchar nie musiał wyjeżdżać poza granice naszego kraju – mówi Dariusz Cieślak przed finałem DPŚ.
Mamy najlepszych zawodników, własny tor, pełny PGE Narodowy i status obrońcy tytułu. Czy w tej sytuacji większym przeciwnikiem dla Polski będą Australijczycy, Duńczycy i Brytyjczycy, czy oczekiwania, które sami sobie narzucamy?
Dariusz Cieślak, wspólnie ze Stanisławem Chomskim team menedżer reprezentacji: Zdecydowanie największym rywalem będzie trójka uczestników finału. Australia i Dania to naprawdę bardzo mocne i wyrównane ekipy. Nie lekceważyłbym również Anglików. Oni także mogą pozostałym sporo namieszać. A oczekiwania i presja? One towarzyszą przy każdych zawodach.
Czy w przypadku reprezentacji Polski na PGE Narodowym cel może być inny niż złoty medal?
Cel oczywiście jest jeden. Obronić złoto zdobyte we Wrocławiu. Czy to się uda? Wierzę w to. Skład mamy optymalny. To dzisiaj najlepsza piątka polskich zawodników. Nie zapominajmy jednak, że taki sam cel mają również pozostałe zespoły. Potrzebujemy również szczęścia, bo ono niejednokrotnie potrafiło już nam pomóc w walce o najwyższe cele.
Polska broni tytułu zdobytego w 2023 roku. Czy to bardziej motywuje, czy jednak zwiększa presję?
Ciekawe pytanie. Na pewno lepiej się atakuje niż broni. Pamiętajmy jednak, że bronimy tytułu sprzed 3 lat, bo tak właśnie ta impreza się odbywa. Na ten moment skupiamy się na Warszawie i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby puchar nie musiał wyjeżdżać poza granice naszego kraju.
Na ile fakt, że finał odbywa się w Warszawie, zmienia przygotowania reprezentacji?
Na pewno to, że nie mogliśmy potrenować na obiekcie o zbliżonej geometrii. Tor jednodniowy zawsze jest loterią. Wszyscy startujemy z tej samej pozycji.
Gdyby miał Pan wskazać jedną rzecz, która może zdecydować o tym, czy Polska zdobędzie złoto, co by to było?
Rozmowa o swoich odczuciach podczas jazdy czy dokonywanych zmianach w ustawieniach. To może i powinno zagwarantować wyrównaną jazdę całej drużyny.
Czego najbardziej obawia się Pan przed sobotnim wieczorem?
Chyba jakichś niespodziewanych defektów czy niepotrzebnych sytuacji na torze. Oby to nam się w sobotni wieczór nie przytrafiło.
A czego jest Pan dziś najbardziej pewien?
Tego, że zrobiliśmy wszystko, co powinniśmy i mogliśmy, aby wygrać. Mam na myśli skład, przygotowania i całą otoczkę finałowych zawodów.
Jak chciałby Pan, żeby wyglądała reprezentacja Polski po ostatnim biegu?
Żeby była uśmiechnięta i niesamowicie szczęśliwa. I co najważniejsze, żeby bez względu na kolor medalu była w komplecie. To ostatnie jest dla mnie zawsze najważniejsze.
Co chciałby Pan powiedzieć kibicom, którzy w sobotę wypełnią PGE Narodowy?
Bądźcie z nami, wspierajcie i wierzcie w nas. Jestem w sto procentach pewien, że każdy z naszych zawodników da z siebie więcej niż może. Dla nas tak samo, jak dla naszych wspaniałych kibiców, najważniejsze jest tylko jedno: Polska!
Czy czujecie, że przed własną publicznością zawodnicy będą mieli dodatkową energię, czy raczej dodatkowy ciężar?
Na pewno dodatkową energię. Usłyszenie na początku Mazurka Dąbrowskiego śpiewanego przez 50.000 kibiców nic nie może zastąpić. To jest coś pięknego i jednocześnie wzruszającego. To moment, dla którego warto żyć. I oczywiście niesamowity zastrzyk dodatkowej adrenaliny.
Jak ważne będzie doświadczenie Bartosza Zmarzlika jako kapitana?
Tak samo, jak pozostałej czwórki. Mamy pięciu zawodników w tym 6-krotnego indywidualnego mistrza świata. Oni naprawdę świetnie ze sobą współpracują. Każdy z naszych zawodników jest w stanie bardzo dużo wnieść do końcowego rezultatu. Bez względu na zdobycz punktową.
Czy od liderów oczekujecie czegoś więcej niż samych punktów — np. odpowiedzialności za atmosferę i reakcję drużyny w trudnych momentach?
Tak jak wspomniałem. Wszyscy są liderami. Każdy z zawodników robi wszystko, aby atmosfera była świetna. Każdy z nich bierze również odpowiedzialność za wynik. Oni doskonale wiedzą, czego od nich się oczekuje. Dogadują się, spędzają bardzo dużo czasu razem. Po prostu jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

