W sobotę finał Grand Prix w Toruniu. Bartosz Zmarzlik jest drugi w klasyfikacji przejściowej, do lidera Roberta Lamberta traci 1 punkt. A żeby było ciekawiej, to za plecami tej dwójki czai się Brady Kurtz, który ma 2 punkty straty do Zmarzlika i 3 do Lamberta. – Tak ciekawej sytuacji już dawno nie było – przyznaje Piotr Baron, menedżer Pres Grupy Deweloperskiej Toruń.
Kto wygra Grand Prix, z tym prostym pytaniem zwróciliśmy się do Piotra Barona, który jest menedżerem klubu z Torunia i Roberta Lamberta, głównego rywala naszego Zmarzlika. – Każdy z nich, bo jeszcze Kurtz, ma takie same. Wiem, że to nie jest ciekawa odpowiedź, ale wygra najlepszy tego dnia zawodnik. Szanse mają równe. Kluczem będzie to, który z nich lepiej wytrzyma presję, który lepiej i szybciej dostroi się motocyklami do nawierzchni – mówi nam Baron.
A czy Lambert będzie miał przewagę związaną ze znajomością toru?
– Jaką przewagę. Przyjedzie Phil Morris, dyrektor zawodów i zrobi wszystko po swojemu. Tor na pewno będzie inny, niż jest na lidze. Jakby taki był, to jeszcze moglibyśmy mówić o tym, że Robert ma trochę fory, ale wiemy, że to się nie zdarzy. Dyrektor Morris ma swoją filozofię i tyle. Przerabialiśmy to w poprzednich sezonach, więc wiem, że żadnych ukłonów dla nikogo nie będzie – przekonuje Baron.
Jeśli tor będzie inny niż na lidze, to Baron słusznie bierze też pod uwagę szanse Kurtza na złoto. – W lidze zwykle ma u nas problemy, ale w Grand Prix, tak jak już powiedziałem, będzie inaczej, więc mamy trio Lambert, Zmarzlik, Kurtz z równymi szansami. Od poniedziałku promotor przejął kontrolę nad torem, a nasz toromistrz wykonuje jedynie polecenia pana Morrisa – precyzuje Baron.
Menedżer Torunia korzystając z okazji, odnosi się do burzy, jaka rozpętała się w związku z tym, że nie udało się zorganizować treningu dla Zmarzlika. – Kłopot polega na tym, że musimy myśleć o lidze. Mieliśmy w tamtym tygodniu przygotowania do finału i to był nasz priorytet. Teraz tor jest już zamknięty, więc nie da się nic zrobić. Z drugiej strony Bartek to jest kawał zawodnika. Jemu żaden trening nie jest potrzebny – przekonuje Baron.
Oczywiście nie mogło zabraknąć pytania o Lamberta i to, jak to się stało, że wyrósł na głównego rywala Zmarzlika. – Od iluś lat kręci się blisko podium, ma już medal na koncie, więc to żadna niespodzianka. Dojrzewa, zbiera doświadczenia, uczy się i staje się z roku na rok coraz lepszy. W sobotnim finale nie będzie mu jednak łatwo. Ciążyć będzie na nim olbrzymia presja. Obrona pierwszej pozycji będzie trudnym zadaniem – kwituje Baron.

